Joannici na Pomorzu Zachodnim

Zamek w Swobnicy

Joannici, jeden z trzech dużych zakonów rycerskich średniowiecza, powstali i działali na fali pielgrzymek do ziemi świętej, pierwotnie jako opiekunowie szpitali i pielgrzymów. Z czasem władcy Królestwa jerozolimskiego przekazywali Joannitom inne zadania, czysto wojskowe, więc zakon stopniowo militaryzował się. Joannici dobrze wywiązywali się ze swoich zadań, więc władcy nadawali im zamki, ziemie i liczne przywileje nie tylko na Ziemi Świętej, ale w całej Europie. Zakon Joannitów zdawał sobie sprawę, że ich obecność na tamtych terenach wkrótce się skończy, dlatego planując przyszłość organizował komandorie w całej Europie. Było to zgodne z polityka papieża, który widział w zakonach rycerskich swoje zbrojne ramię niezależne od lokalnych władców. W połowie XII wieku zakon Joannitów dotarł również do Polski, za sprawą Księcia Henryka Sandomierskiego. Komandorie powstawały również na terenie Meklemburgii, Marchii Brandenburskiej (i Nowej Marchii), Ziemi Lubuskiej i Pomorza Zachodniego. Niemniej na tym terenie znacznie potężniejsi byli Templariusze. Dopiero po ich likwidacji w 1312 roku Joannici przejęli znaczną część ich majątków, a część odkupili. Powstało duże skupisko komandorii, które zaczęły się zrzeszać początkowo nieformalnie, od 1382 roku usankcjonowano Baliwat Brandenburski o dużej autonomii wobec przeoratu Niemiec. Była to organizacja pozostająca pod wpływem margrabiów brandenburskich, chociaż większość komandorii leżała poza granicami marchii.

Joannici prowadzili nie tylko działalność gospodarczą i duszpasterską, ale nie stronili również od polityki. Wymuszało to położenie komandorii na terenie kliku państw, a także fakt, że rycerzami zakonnymi byli przedstawiciele znacznych rodów pomorskich i brandenburskich. Polityka często rodziła konflikty, jak choćby ten między Joannitami z Rurki a rycerzem von Wedel i mieszczanami z Chojny. Konflikt z lat 1373-1376 miał podłoże polityczne na tle poparcia dla Wittelsbachów lub Luksemburgów. Napastnicy obrabowali komandorię w Rurce, zbezcześcili kaplicę, a komandora von Holstena uwieźli. Sprawa została załatwiona polubownie, napastnicy zadośćuczynili Joannitom, ale zakonnicy wynieśli się z Rurki. Całej sprawie smaku przydaje fakt, że jednym z komturów joannickich w tym czasie był również jeden z Wedlów, a cały konflikt był transgraniczny – Rurka leżała na Pomorzu, a Chojna w Nowej marchii. W dodatku Joannici mieli patronat nad kościołem w Chojnie i to się nie zmieniło pomimo konfliktu.

Joannici wynieśli się z Rurki, co nie oznacza, że ją porzucili. Komandoria w Rurce, przejęta po templariuszach miała charakter ufortyfikowanego folwarku, a główne fortyfikacje to niski mur i podmokłe tereny dookoła. Po przygodach z mieszczanami z Chojny Joannici wyjednali u pomorskiego księcia zgodę na budowę zamku w Swobnicy, nieco dalej od granicy, w Rurce pozostawiając folwark. Zamek w Swobnicy powstawał w latach 1377-1397. Była to budowla typowa dla Joannitów, a więc na początku murowany dom mieszkalny, wieża strzegąca bramy, a wszystko wpisane w mur na planie kwadratu. Obok zbudowano podzamcze, a całość otoczono fosą, co było o tyle łatwe, że zamek zbudowano nad brzegiem jeziora. Przez lata zamek w Swobnicy był rozbudowywany, z czasem został odebrany Joannitom po wojnie trzydziestoletniej, aż został zakupiony przez zonę elektora brandenburskiego. Ona zapoczątkowała przekształcenie zamku w barkowa rezydencję, z tym ze to bogactwo było widać we wnętrzach, natomiast pozostawiono surowy zamkowy wygląd. Po II wojnie światowej zamek był użytkowany przez PGR, potem dostał się w prywatne ręce i niestety popadał w ruinę. Częściowo zabezpieczony przez gminę, która przejęła zamek w 2011 roku.

(Czytany 19 razy)